To nie była zwykła wycieczka – to był prawdziwy bieg na orientację po stolicy Wielkiej Brytanii! Zaczęliśmy o nieludzkiej porze ale już kilka godzin później – po szybkim locie z Poznania na Londyn Stansted – meldowaliśmy się nad Tamizą.
Zazdrościmy każdemu, kto liczył na spokojny spacer! Zrzuciliśmy bagaże na stacji Victoria i od razu ruszyliśmy w trasę: Tower Bridge, London Bridge, Katedra Southwark, Teatr Szekspirowski i sztuka nowoczesna w Tate Modern. Przez Millennium Bridge przeszliśmy pod Katedrę Św. Pawła.
Drugiego dnia wzięliśmy na warsztat Muzeum Historii Naturalnej. Na Leicester Square ratowaliśmy poziom cukru w M&M’s World i budowaliśmy marzenia w Lego Store, po czym... nastąpił pierwszy test siły woli na Oxford Street! Ostatnie zaskórniaki przetrwały tylko dzięki myśli o ciepłej kolacji u angielskich rodzin.
Kolejnego dnia zobaczyliśmy Buckingham Palace, przespacerowaliśmy się przez St. James’s Park i sprawdziliśmy, czy Big Ben przy Westminstrze chodzi co do sekundy. Przemykaliśmy koło 10 Downing Street i bram Gwardii Konnej aż na Trafalgar Square. Po rejsie po Tamizie i opłynięciu okolic Tower of London przyszedł czas na wisienkę na torcie – lot wielką karuzelą London Eye. Widoki? Nie do podrobienia!
W Greenwich staliśmy jedną nogą na wschodzie, a drugą na zachodzie, mknęliśmy obok Cutty Sark i budynków uniwersytetu, a potem... przejechaliśmy się bezzałogową kolejką DLR bez maszynisty! zrobiliśmy szybkie ostateczne zakupy i o 16:30 zameldowaliśmy się w autokarze na lotnisko. O 23:25 wylądowaliśmy z powrotem w Poznaniu – nieco zmęczeni, ale za to z pełnymi kartami pamięci w telefonach.
Ta szalona i genialna wyprawa po prostu nie odbyłaby się bez dwóch niezastąpionych filarów: Jacka Furmańczyka z biura Voyage – masterminda całej logistyki, który spiął ten napięty plan bez ani jednego potknięcia oraz Jacka Szarego – naszego opokowego stróża dyscypliny i dobrego humoru, który dbał o to, by żaden żak nie został w Londynie na stałe.
Wycieczka do Londynu
